wtorek, 29 stycznia 2013
29/01/2013
BIEG: 9km swobodnie + rozgrzewka + 10 podbiegów 200m + ćwiczenia siłowe przed każdym: marsz, skip A, żabki pólprzysiad, wieloskoki, wykroki - podwójnie, wiadomo - 1 km schłodzenia. Moc. Tylko 2 serie PBG, żeby zaakcentować, jutro PBG mocno. Hough!
LAWENDOWA GÓRKA!
Podbiegów i zbiegów obok Moniówki pod dostatkiem. Mróz zelżał, w nocy temperatura kręciła się koło dwóch stopni poniżej zera. Łatwiej się oddychało. Spotkałem sarny, spore stadko, jakieś większe niż te moje Kabackie. Podbiegi robiłem na lawendowej górce. Obok jest Lawendowe Pole, zimowo zahibernowane. Ale latem jest tu pięknie. To odstręczało moje myśli od jednostajności podbiegów. Było ciężko, ale well done. Hough! Rosół
26-27/01/2013
SOBOTA wolne. NIEDZIELA BIEG: 4km rozgrzewki + ćwiczenia rozgrzewające + 8x1km poniżej "czwórki" - ostra doginka + 3 min truchtu pomidzy kilometrówkami + 1km schłodzenia. 4 serie PBG = 4x30 brzuszków prostych i 4xskośnych z piłką lek 5kg + 4x25 grzbietów + 4x30 pompek na podpórkach. Hough!
NIEDZIELNA WARMIA!
Wyruszyliśmy w sobotę na familijne ferie z Rodzinką. Wypakowaliśmy samochód jak Griswoldowie i w sobotę dojechaliśmy w okolice Olsztyna. Odpoczywamy. Właściwie ja tylko w sobotę za piątek odrobiłem wolne, w niedzielę ruszyłem na pobliskie tysiączki. Zimowa aura po byku. Mróz trzaskał, snieg skrzypiał jakoś tak nie po warszawsku. Najważniejsze, że przekonałem się do rozgrzewek. W zadanie wkraczam w gotowości bojowej. Założone kilometrówki udało mi się zrealizować na drodze asfaltowej. To niewątpliwie zaleta, ale wadą są pofałdowania terenu. Jednak na czuja szarpałem odcinki nie zważając na urozmaicenie ulicy. A co tam! Najwyżej dołożę trochę siły:) Weszło mocno w nogi, ale było warto. Troche zatykało, bo mróz sięgał o brzasku kilkunastu stopni. Nieoceniona jest moja underarmourowa kominiarka. Niby cienka, ale trzyma ciepło. W poniedziałek wreszcie nadgoniłem plan. Należało się wolne, jakoś się przystosowałem, chociaż kusiło, żeby wybiec, bo okolica jest piękna. Zadowoliłem się wypadem na sanki z Marysią:)) Hough! Rosół
piątek, 25 stycznia 2013
KUMULACJA!
W lesie o świcie ani żywego ducha. Oczywiście ludzkiego, bo zwierzęta są aktywne. Razem z Łooboo ruszylismy na pętelkę, w sumie z dobiegami ok. 12km, w jego tempie. Dyszka wyszła nam w 53:40, robimy postęp, bo wcześniej kręciliśmy się powyżej 55 minut. W lesie jasna ciemnica, nawet nie rozpalaliśmy czołówek. Większą część trasy przebiegliśmy gęsiego, najpierw tempo dyktował Łooboo, a potem "zającem" zostałem ja. W sumie spotkaliśmy aż 8 saren. Maksymalnie przez kilka lat natknąłem się na sarnią czwórkę. Tym razem najpierw natknęliśmy się na samotną łanię, chyba, że w szarówce nie dostrzegliśmy koleżanek, a potem na 7 sztuk tuż przy ścieżce. Widok był nieziemski. My lecimy, one patrzą na nas jak na wariatów i nie wykazują żadnego zdenerwowania. To był ostatni kilometr, poniosło nas, dzień powoli wstawał, rozkręcilismy go we dwóch ramię w ramię z sarenkami. Hough! Rosół
24/01/2013
BIEG: 3km trucht + ćwiczenia ogólnorozwojowe w biegu + 12km BCII = 51min, po 4:15 per kilo. Końcówka po 4:18, początek szybciej, ale w miarę równo + 1km schłodzenie. PBG bez G = 3x25 z piłką lek 5kg brzuszków + 3x21 pompek na piłce lek 5kg. Rozciąganie i jedna ekscentryka. Hough!
Subskrybuj:
Posty (Atom)